Kaukaz miał być tylko przystankiem – Ewa Stachura – wywiad

Kaukaz miał być tylko przystankiem - Ewa Stachura - wywiad

Od kilku lat rodacy emigrują w poszukiwaniu siebie czy też lepszego skrawka ziemi do życia. Wśród nich są tacy, co swoje miejsce odnajdują w Gruzji. Jedną z takich osób jest Ewa Stachura – współwłaścicielka agencji turystycznej Mountain Freaks w Stepancmindzie.

Konrad Tulej: Pochodzisz z Katowic, ale Twoja uroda jest niezwykle oryginalna. Czy płynie w Tobie kaukaska krew?

Ewa Stachura: Coś w tym musi być, bo sami Gruzini są często zaskoczeni, że nie jestem Gruzinką i pytają mnie o powiązania rodzinne z Kaukazem. Moja uroda od zawsze stanowi kwestię dosyć tajemniczą – od dziecka nikt nie chce wierzyć, że jestem Polką –  dlatego też od dawna mam w planach zrobienie badań genetycznych, które mogą określić „pochodzenie genetyczne”. Muszę to w końcu zrobić. Chociaż nawet bez wyników, mogę przyjąć, że duży procent będzie kaukaski, bo w Gruzji rzeczywiście czuję się świetnie i właśnie „jak u siebie”.

Jak trafiłaś do Gruzji?

Gruzja to zupełny przypadek. Przyjechałam tu na wyprawę górską, ponieważ chciałam wejść na Kazbek i Elbrus. To miały być moje wakacje. Tak się złożyło, że w Polsce zrezygnowałam wcześniej z pracy, gdzie pracowałam w dziale prawnym dla dużej firmy. Ówczesna praca nie dawała mi tyle satysfakcji, ile oczekiwałam. Pomyślałam wówczas, że dobrze mi zrobi zwiedzenie kawałka świata, by odnaleźć siebie i miejsce, gdzie poczuję to „coś”. Właściwie bardziej celowałam w Azję, a Kaukaz miał być tylko krótkim przystankiem. Miałam nawet kupiony bilet do Tajlandii, gdzie widziałam siebie na plaży z drinkiem i pod palmą, a tu niespodziewanie zauroczyłam się tak bardzo w Gruzji, że najpierw kilka razy przedłużałam swój pobyt tutaj, a w końcu postanowiłam, że zostanę na stałe.

Ale co tak konkretnie, Cię w Gruzji oczarowało?

Pierwszy mój kontakt z Gruzją to były góry. Do Kazbegi przyjechałam prosto z lotniska w Tbilisi, więc pierwsze, co mogłam podziwiać to właśnie krajobraz górski. I te góry mnie powaliły od razu. Te szczyty, ten widok na Kazbek, coś w tym było, bo zakochałam się od pierwszego spojrzenia.

Czy udało Ci się wówczas wyjść na szczyt Kazbeku?

Nie za pierwszym razem. Chociaż nie była to próba bezsensowna, bo właśnie wtedy poznałam moich obecnych wspólników, którzy wówczas byli moimi przewodnikami. Niestety wtedy, pogoda nam nie dopisywała i po kilku dniach oczekiwania w Meteo zdecydowaliśmy, aby się wycofać i kontynuować naszą podróż do Rosji, na Elbrus. Elbrus zdobyłam, a w drodze powrotnej, kiedy z moją grupą przejeżdżaliśmy przez Kazbegi, wpadł mi do głowy taki szalony pomysł, że może wysiądę i spróbuję jeszcze raz zdobyć Kazbek. Nie bez znaczenia była także chęć spotkania się jeszcze raz z Jabą i Niką, których wcześniej poznałam i z którymi do razu coś „zaiskrzyło”. I za drugim razem rzeczywiście się udało. Pogoda była piękna. Ze szczytu widziałam cały Kaukaz dookoła. To wtedy, na szczycie, powiedziałam do Jaby, że jak zejdziemy, to przygotujemy się dobrze i otworzymy razem agencję górską w Kazbegi (śmiech).

Jak wyglądały te przygotowania?

Przygotowywaliśmy się rok, aby w końcu otworzyć naszą agencję. Ja się bardziej przygotowywałam mentalnie niż merytorycznie do współpracy z Gruzinami. Kto prowadzi biznes w Gruzji, ten wie o czym mówię (śmiech). Moimi wspólnikami zostali bracia Nika i Jaba Gomiashvili, którzy do firmy wnoszą bezcenne doświadczenie jako przewodnicy górscy i ratownicy z ośrodka sportów zimowych w Gudauri. To był też oczywisty wybór, ponieważ to oni są moimi najbliższymi osobami w Gruzji i to oni od pierwszego mojego dnia tutaj są dla mnie przewodnikami nie tylko w górach, ale przede wszystkim po gruzińskiej mentalności. Poza tym są stąd, a bez pomocy kogoś lokalnego, interes w Gruzji jest trudny. Szczególnie w tak małej miejscowości jak Kazbegi, gdzie codziennie zderzam się z problemami wynikającymi właśnie z mentalnością kaukaskiej.

A propos mentalności. Jak radzisz sobie w biznesie turystycznym, jako kobieta w Gruzji zdominowanej przez mężczyzn?

Radzę sobie dobrze, czego dowodem jest to, że firma się rozwija. Ale wiadomo, że współpraca z Gruzinami opiera się często na zasadzie: „jak Gruzin nie ma racji, to i tak ma rację”. Jeśli się tą zasadę zna, jest się cierpliwym, ale też stanowczym, to można przeżyć i stworzyć coś naprawdę fajnego.

Z zawodu jesteś prawnikiem po Uniwersytecie Śląskim. Za sobą masz pracę w dużych firmach jako prawnik i menager. Jaką rolę, poza byciem współwłaścicielką, pełnisz w agencji Mountain Freaks?

To prawda, że moje doświadczenie zawodowe mieści się gdzieś na granicy zarządzania i prawa, co nie jest bezpośrednio związane z pracą w górach. W górach przewodnikiem nie jestem i nigdy nie będę. Te role są zarezerwowane dla moich wspólników. To Nika i Jaba dbają o bezpieczeństwo naszych klientów i kwestie techniczne podczas wypraw, a ja pełnię funkcję lidera, który odpowiada za dobrą organizację i przebieg wyprawy, pilnuje, aby nasi klienci odpowiednio dużo jedli, pili, aby dobrze się spakowali, aby nie dopadła ich choroba wysokościowa, aby mieli jak największe szanse na zdobycie szczytu itp. To również ja dbam o nasz marketing, księgowość oraz wszystko inne, co jest związane z zarządzaniem każdą firmą.

Jak, jako prawnik, oceniasz możliwości prawne funkcjonowania agencji turystycznych w Gruzji? Jest łatwiej niż w Polsce?

Zdecydowanie jest łatwiej, bo w Gruzji nie ma takiej zaawansowanej biurokracji jak w Polsce. Samo oficjalne założenie naszej agencji i zarejestrowanie jej działalności zajęło nie więcej niż dwie godziny i wszystkie formalności zostały załatwione w jednym miejscu. To duży plus. Jednak tak jak wszędzie – trzeba mieć księgową, pilnować faktur, płacić podatki. Prowadzenie firmy jest łatwiejsze niż w Polsce, ale nie oznacza to, że jest bezproblemowe.

Agencji turystycznych działających w Gruzji jest sporo. Czym Mountain Freaks wyróżnia się na tle konkurencji?

Nasza oferta skupiamy się mocno na górach i na naszym regionie. Specjalizujemy się w wyprawach na Kazbek i okoliczne szczyty. Są to zarówno trekkingi jak i wspinaczka. Mamy też własną wypożyczalnię sprzętu wysokogórskiego. Do nas można przyjść bez niczego i wyposażyć się od butów, przez ubrania, po sprzęt wspinaczkowy. Do tego prowadzimy sprzedaż produktów potrzebnych do wyjścia w góry, takich jak gaz, mapy czy specjalne jedzenie. Mamy również konie, które transportują bagaże do stacji Meteo oraz samochody terenowe, które dowożą naszych klientów w najtrudniejsze miejsca. Góry to nasza pasja i na tym zdecydowanie znamy się jak nikt inny.

Rozumiem miłość do gór. Ale co stało się z Twoją pasją podróżowania? Osiadłaś tu na stałe?

O, nie. Mieszkam w Kazbegi cały rok, ale po sezonie letnim kontynuuję swoją podróż po świecie. Właśnie wróciłam z Iranu.  Zaraziłam też moich wspólników pasją do poznawania świata, co w przypadku Gruzinów, którzy nie lubią się ruszać z własnego podwórka, to wielki sukces. Wcześniej niechętnie wyjeżdżali poza Kazbegi, a teraz maja dalekosiężne plany jak Goa czy Meksyk.

Wspólnicy też preferują podczas urlopu ciepłe plaże czy wolą górskie szczyty?

Kiedyś chciałam zrobić chłopakom prezent i planowałam ich zabrać w Himalaje. Już obmyśliłam całą trasę, ale coś mi podpowiedziało, aby się ich wcześniej zapytać czy mają na to ochotę. I dobrze zrobiłam, bo się okazało, że nie. Dla naszych klientów góry to wakacje, odpoczynek od codzienności, a dla Niki i Jaby to praca i właśnie codzienność, więc po zakończonym sezonie marzy im się plaża, hamak pod palmami i drinki (śmiech).

 

Czy czujesz się spełniona zawodowo?

Myślę, że tak. Kiedy wyjechałam z Polski i zdecydowałam się zacząć od nowa, niczego nie oczekiwałam. Miałam nadzieję, że znajdę zajęcie, które da mi satysfakcję. I udało się. Robię z sukcesami to, co lubię, a do tego robię to w przepięknym miejscu. Udało mi się połączyć pasję z pracą. Czy można w życiu zawodowym chcieć czegoś więcej?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedinmailFacebooktwittergoogle_pluslinkedinmail

2 Comments

  1. Katka

    Ostatnio wszyscy moi znajomi jeżdżą do Gruzji i nie mogą wyjść z zachwytu nad krajobrazami, ludźmi i jedzeniem. Nie dość, że oni mnie kuszą, to jeszcze ten wywiad działa zachęcająco – może w końcu i ja tam pojadę… Raczej nie w te wakacje, ale za rok to już na pewno.

    Reply
    1. 5kierunek (Post author)

      Gruzję odwiedzamy od 2011 roku, co roku. Myślę, że w poszukiwaniu Piątego Kierunku ważne są własne doświadczenia, a zatem… życzę udanego poszukiwania piękna krajobrazu, ludźmi i ich kultury w Gruzji jak tylko, to będzie możliwe. Pięknych podróży!

      Reply

Dodaj komentarz