Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek

Spędzamy noc w schronie pod Veletą na wysokości 3200 metrów. Temperatura na zewnątrz spada blisko zera stopni. Natomiast w kamiennym budyneczku panuje zdrowy chłód. Dodatkowo grube mury schronu dają zbawienną ochronę przed silnym wiatrem. Co ciekawe, półki sypialne wyścielone są grubą 2-centymetrową matą. Pomyślałem, że u nas, w Polsce, taki luksus szybko znalazłby sobie właściciela. Rano planujemy ruszyć na pobliską Valetę oraz zdobyć najwyższy szczyt Sierra Nevada – Mulhacén 3478 m n.p.m., a wszystko to z dzieckiem w wózku. Oto historia pojazdu górskiego – część 2. [zapiski z pamiętnika]

Sierra Nevada – Veleta 3396 m n.p.m.

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek01

W nocy do schronu przychodzi kilka osób. Choć próbują zachowywać ciszę, to robienie posiłku, wykładanie rzeczy z plastikowych reklamówek i inne czynności, nie sprzyjają spokojnemu zasypianiu. W końcu zmęczenie wygrywa i śpimy jak susły.

Rano, na lekko, bez plecaków (Beata normalnie na plecach ma 18kg, a mój plecak z zapasem wody waży prawie 30 kg), wychodzimy na Veletę 3396 m n.p.m. Ze schronu zajęło nam to kilkanaście minut. Dotarcie tutaj dla zwykłego turysty nie jest żadnym wyczynem. Prawie pod sam wierzchołek można dojechać busem. Z parkingu prowadzi szutrowa ścieżka na sam szczyt.

Dla nas to zupełnie inna bajka. Cieszymy się, że choć przez chwilę nie musimy pchać wózka i dźwigać plecaków. Błękitne niebo jest zapowiedzią upałów na najbliższe godziny. Na płaskim wierzchołku robimy zdjęcia. Jest cudowny widok. Po kilkunastu minutach schodzimy i znów jesteśmy w schronie.

Mulhacén 3478 m n.p.m. – rajd na dach Hiszpanii

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek02

Ze schronu zabieramy nasze rzeczy i ruszamy szutrową drogą prowadzącą przez Sierra Nevada. Jeszcze kilkanaście lat temu można było podziwiać najwyższe pasmo górskie w Hiszpanii zza szyby samochodu, jednak od kiedy powstał park narodowy, droga jest zamknięta dla ruchu drogowego. Jedynie „rajdowcy” z wózkiem dziecięcym, tacy jak my, nie podlegają takim ograniczeniom.

Dotarcie pod Mulhacén bardziej przypomina ciężką pracą fizyczną niż wakacyjny trekking. Dobre „odcinki specjalne” po drodze szutrowej przeplatają się z drogą zawaloną kamieniami, którą Mikołaj musi pokonać pieszo. I tak na zmianę. Raz bawimy się w rajd samochodowy – Mikołaj jest kierowcą – ja robię za sportowy silnik; zadaniem kierowcy jest poszukiwanie optymalnej drogi, tak by „silnik dał radę”. W przypadku nieprzejezdnej trasy Mikołaj zamienia się w piechura, a „samochód” zamienia się w helikopter lecący nad górami. Na dodatek słońce nieźle praży i tylko wzrokiem porozumiewamy się z Beatą, że jak przejedziemy góry, to już nigdy więcej takich atrakcji sobie nie zafundujemy. W końcu po trzech godzinach docieramy do podnóża najwyższej góry na Półwyspie Iberyjskim.

Niezwykłe spotkanie i najwyższy szczyt Sierra Nevada

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek03

Pod Mulhacenem przeżywamy niecodzienne spotkanie z młodym Polakiem. Po kilku minutach sympatycznej rozmowy, okazuje się, że rodzice młodzieńca dwa lata wcześniej podwieźli nas podczas naszej autostopowej wyprawy z Mikołajem z Borovca do Samokova w Bułgarii. Na usta, aż ciśnie się powiedzenie: czyż świat nie jest mały? Niestety, pogoda, jak to zwykle w górach bywa, zmienia się. Prażące słońce zakrywa się chmurami i niebo zaczyna straszyć nas deszczem. Po krótkiej rodzinnej naradzie, zostawiamy rzeczy w pobliskim kamiennym schronie u podnóża góry i ruszamy najkrótszą drogą na szczyt.

Mikołaj początek podejścia siedzi w moim plecaku. Jednak nogi mu cierpną – w końcu plecak nie służy do transportu dzieci – i resztę piarżystej drogi idzie za rękę z mamą. Tym samym praktycznie od podnóża góry wychodzi samodzielnie na 3478 m n.p.m. w wieku niespełna (sic!) 4 lat. Po dojściu na szczyt, jak na życzenie, chmury rozwiewa watr. Po dwóch dniach jazdy z wózkiem przez góry osiągamy najwyższą możliwą wysokość Hiszpanii kontynentalnej.

Ponoć przy dobrej pogodzie można ze szczytu Mulhacena dostrzec góry Atlas w Afryce. Nam nie udaje się wypatrzeć Czarnego Lądu. Otaczają nas szaro-brunatne szczyty oświecane przez popołudniowe słońce. Widok z wierzchołka jest wystarczającą nagrodą za trud włożony w dotarcie na dach Hiszpanii. Robimy zdjęcia i schodzimy szybko po nasze rzeczy zostawione w schronie.

Miraże na horyzoncie

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek04

Ze schronu zabieramy depozyt i ruszamy na południe. Mulhacén zostawiamy za swoimi plecami. Od czasu do czasu spoglądamy na ten niepozorny szczyt – łatwy, choć dotarcie do niego kosztowało nas sporo wysiłku. Wraz z zachodzącym słońcem tracimy wysokość i nadal „bawimy się w szutrowych rajdowców”. Wieczór zbliża się i ciepły dzień powoli przeistacza się w chłodną noc. Na horyzoncie zauważam minibusa. Beata jednak uznaje, że ze zmęczenia nie odróżniam skał od aut i schodzimy na trawiaste wypłaszczenie, gdzie rozstawiamy nasze M1. Noc jest spokojna i chłodna.

Kolejnego dnia planujemy zejść do miejscowości Trevelez, gdzie dojrzewają słynne hiszpańskie szynki (jamón serrano). Po śniadaniu ruszamy w promieniach palącego słońca do jednej z białych wiosek krainy Alpujarras (pol. Alpuharas). W porannym słońcu na horyzoncie znowu widzę minibusa. Tym razem w swoim spostrzeżeniu nie jestem osamotniony. Beata widzi to samo. Aby sprawdzić zjawisko, ruszamy w stronę „naszego mirażu”. Po półgodzinnym marszu okazuje się, że z naszym wzrokiem nie jest tak źle i na drodze stoi bus wożący turystów z Capileiry pod najwyższy szczyt Sierra Nevada.

Podjeżdżamy naszym górskim pojazdem do busa. Chyba musimy wyglądać „oryginalnie”, bo najpierw przewodnik, stojący przy busie o imieniu Paco robi wielkie oczy i nic nie mówi. Dopiero po chwili pyta:

Skąd się tu wzięliście?.

Przeszliśmy od Pradollano przez Veletę i Mulhacén – z uśmiechem odpowiadamy.

Paco znów robi wielkie oczy i nic nie mówi. Kiedy po chwili odzyskuje mowę, słyszymy tylko kilkakrotne: Incredible. Choć chcemy zejść do Trevelez, to wykorzystujemy okazję powrotu do cywilizacji i pakujemy się do busa. Upał i pchanie wózka na kamienistej trasie przez góry, dały nam się we znaki. Jesteśmy spaleni słońcem, umorusani i głodni. Wraz z turystami, na których czekał przewodnik, zjeżdżamy do „białej wioski” Capileiry.

Niewłaściwy przykład

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek06

Tam w punkcie informacji turystycznej chwilę rozmawiamy z Paco. Podczas rozmowy pojawia się hiszpańskie małżeństwo z dzieckiem. Pięknie pachną, są ubrani na biało jak do kościoła, a dziecko siedzi w wypasionym wózku znanej włoskiej marki produkującej produkty dla dzieci. Pytają czy można wyjechać wózkiem na Mulhacén . Paco rozentuzjazmowany mówi:

Można przejechać nawet całe Sierra Nevada. Ci Polacy właśnie tego dokonali. I pokazuje nas.

Młoda para spogląda na nas, trochę jak na wariatów. Coś szepczą do siebie po hiszpańsku i po chwili wychodzą bez słowa. Do dziś nie wiem czy aż tak źle wyglądaliśmy, czy też im zabrakło motywacji, by przejechać wózkiem dziecięcym przez Sierra Nevada.

Historia pojazdu górskiego – finał

Sierra Nevada – historia pojazdu górskiego cz. 2 - Piąty Kierunek05

Wraz z Mikołajem w pojeździe na czterech kółkach przejeżdżamy jeszcze południowe wybrzeże Portugalii, pieszo docieramy do najbardziej wysuniętego na południowy zachód punk Europy – Przylądek Św. Wincentego. Wózek pomaga nam też w zwiedzaniu Lizbony, Madrytu i Pragi. Niestety, w ostatnią noc podróży na praskich Hradczanach wózek łamie się. Daje się go jeszcze prowadzić, ale trzeba, poza pchaniem, rozwierać obie rączki, tak by wózek się nie złożył. Znów jest było łatwo, ale się udało. Nie ważne, że Mikołaj przespał całonocne zwiedzanie Pragi.

Górski pojazd kończy swój żywot, tam gdzie zaczęła się jego historia, czyli w Krakowie. Podczas górskiej przygody wielokrotnie powtarzaliśmy, że nigdy więcej nie zafundujemy sobie takich atrakcji, jakie przeżyliśmy w Sierra Nevada. Jednak, gdy emocje opadły, jednomyślnie stwierdziliśmy, że możemy przejechać górskim pojazdem najwyższe góry Hiszpanii jeszcze raz. I podczas dwóch kolejnych podróży, tym razem na Malcie i po Kaukazie, nasz Mikołaj sporo kilometrów pokonuje w wygodnym siedzisku wózka dziecięcego.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz