Reportaż – Witamy w krainie ludojadów (Kistowie)

Reportaż - Witamy w krainie ludojadów (Kistowie)

Kistowie, czyli gruzińscy Czeczeni, mieszkają w Pankisi od ponad 200 lat. Jak podaje legenda, kilku młodych pastuchów czeczeńskich zapuściło się wysoko w góry w poszukiwaniu zbłąkanych owiec i podzieliło ich los. Zatroskani ojcowie ruszyli z pomocą. Tropy dzieci zawiodły ich na drugą stronę gór. Zmęczeni wędrówką wbili swoje pasterskie laski w ziemię i zasnęli. Rano w miejscu lasek wybijało źródło, a na wolnych końcach kijów jaskółki uwiły sobie gniazdo. Ojcowie uznali to za znak od Boga i zamieszkali na tych ziemiach.

Źródła historyczne wskazują nieco bardziej prozaiczne powody osiedlania się Czeczenów po południowej stronie Kaukazu. Gruzińscy książęta w obawie przed napadami ze wschodu ochoczo oddawali ziemię w dolinie niezwykle walecznym góralom czeczeńskim. Ich warunek był jeden: mieli bronić Pankisi przed zbrojnymi grupami Lezginów z Dagestanu i Azerbejdżanu. Dolina położona u stóp Kaukazu z czasem stała się też miejscem schronienia zbiegów przed władzą carską, uciekinierów przed „krwawą zemstą” czy też banitów wygnanych z małych wiosek czeczeńskich. Każdy z nich szukał nowego życia w dolinie.

Kistowie, muzułmanie, osiedlając się na gruzińskiej ziemi, asymilowali się z chrześcijanami. Niejednokrotnie obchodzili wspólnie święta, pili wino z rogów, chowali zmarłych na tych samych cmentarzach. Nie zapominali jednak o swoich korzeniach. Zachowali język (dialekt języka czeczeńskiego) i surową etykietę zachowań rodzinnych. W dolinie do dziś działają bractwa Kunta-hadżi Kiszyjewa, w tym także – unikatowe na skalę światową – bractwo kobiece. Nazywane hadżistkami członkinie bractwa raz w tygodniu odprawiają dzikr – ekstatyczną modlitwę, przypominającą taniec derwiszów.

„Pan Siekierka”

W 1944 roku Stalin wysiedlił Czeczenów i Inguszy do Kazachstanu i na Syberię. Na wagonach widniały napisy „kanibale” („Людоеды”). Kiedy dojeżdżamy marszrutką z Achmety do Omalo, kierowca z uśmiechem na ustach mówi: – Witamy w wąwozie ludojadów.

Wysiadamy na początku wioski Omalo (700 m n.p.m.). Zaglądamy na cmentarz chrześcijański, na którym znajdujemy też groby muzułmańskie. Dalej jest nowy cmentarz, wyłącznie muzułmański. Między nimi znajduje się meczet dla kobiet.

– Może was ugościć? – niezwykle uprzejmie pyta nas w sklepie sprzedawczyni Laila, która z zawodu jest lekarzem. Robimy zakupy, ale dziękujemy za zaproszenie. Dziś mamy ochotę na ognisko, swobodę na łonie natury i nocleg pod tysiącem gwiazd. Nasza trzyosobowa rodzinka, w składzie: mama Beata, 10-letni syn Mikołaj i moja skromna osoba, ma już w tej materii spore doświadczenie.

Przechodzimy przez całą wioskę. W Czeczenii byliśmy trzykrotnie. Tam co chwilę ktoś nas zaczepiał z ciekawości i pytał: „skąd?”, „dokąd?”. Kistowie są nieco odmienni. Tutaj panuje raczej atmosfera kontrolowanego dystansu. Za wioską skręcamy na wschód i rozbijamy namiot nad potokiem Mucuschewi. Na ścieżce pojawia się starszy mężczyzna z siekierą. Wraca z lasu, który jest bujny jak dżungla.
– Salam alejkum – witam się.
– Wa alejkum salam – odpowiada.
– Którędy do Nakerała? – pytam o drogę do szałasów pasterskich na grani o takiej samej nazwie.
– Prosto do końca, a potem w lewo za śladami koni – informuje.

Więcej w Magazynie Turystyki Górskiej NPM 11/2016.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz