Oczamczyra – straszna pustka

Oczamczyra - straszna pustka

Woda na plaży łaskocze kamienie. Nikt nie skacze przez fale, nie krzyczy z radości, nikt się nie opala. Jest pięknie, choć strasznie pusto. Pusto straszliwie. Nieliczni mieszkańcy pojawiają się niczym efemerydy. Bezszelestnie suną po kilku ulicach. Nie patrzą nam w oczy. Jesteśmy w Abchazji pierwszy dzień. Morze szumi w Oczamczyra. [zapiski z pamiętnika]

Sprzedawczyni w przydrożnym sklepie poleca nam kościół św. Grzegorza z XI wieku. Podobno leży przy głównej drodze do Oczamczyry. Na trasie Inguri-Suchum zero aut. Po godzinie pojawia się marszrutka. Wsiadamy. Trudno, trzeba będzie zapłacić za transport. Kierowca mówi, że nas podwiezie pod samą świątynię w Ilori. Przejeżdżamy Oczamczyrę, potem podrzędną drogą jedziemy w kierunku, z którego przyjechaliśmy. Coś się nie zgadza.

Jednak po kilku minutach jazdy po dziurawym asfalcie docieramy do Ilor. Kierowca chce 500 rubli. To 10 razy tyle ile kosztuje bilet. Po krótkiej kłótni płacimy mniej. Na terenie świątyni kręci się kilkoro Rosjan (w końcu jest to jeden z punktów wycieczek turystycznych pt. „Abchazja w weekend”). Zwiedzamy kościół i wracamy pieszo do Oczamczyry.

Gorąco. W końcu to lipiec. Zbliżają się najgorętsze dni w roku. Nagle zatrzymuje się marszutka. Kierowca zaprasza do środa i nie chce pieniędzy. To ten sam mężczyzna, który nas tu przywiózł. Tłumaczy się. Myślał, że jesteśmy Rosjanami. Widocznie dla nich jest inna taryfa. Mówi, że po wojnie ludzie nie są sobą i że im się trochę w głowach pomieszało. Widocznie jemu też. Dojeżdżamy do Oczamczyry.

Centrum miasta świeci pustkami. Idziemy na plażę, bezbłędnie prowadzeni przez szum fal. Zaniedbana kamienista plaża jest bezludna. Podobnie jak budynki przy bulwarze. Na ścianie jednego z nich znajdujemy pamiątkową tablicę z napisem „tu mieszkał bohater Związku Radzieckiego”. Przed wojną abchasko-gruzińską Oczamczyrę zamieszkiwało ponad 20 tys. osób. Dziś jest ich cztery razy mniej. W środku na wpół opuszczonego miasta wiatr hula po wagonikach zardzewiałego diabelskiego koła. Niegdyś wieczorem woziły się nim zakochane pary i roześmiane dzieci. W budynku dawnego kinoteatru pasą się krowy. Po wojnie została straszna pustka. Wypełnia ją szum morskich fal.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz