Mytikas – wizyta u Zeusa na Olimpie cz. 1

Mytikas - wizyta u Zeusa na Olimpie cz. 1

Od kiedy na świecie pojawił się syn Mikołaj we troję włóczymy się po górach. Punktem zwrotnym w rodzinnych eskapadach jest wyjście na najwyższy szczyt Grecji, czyli Mytikas 2918 m n.p.m. To właśnie wdrapanie się na jeden z wierzchołków Olimpu wywołał w nas nieustanną chęć poszukiwania Piątego Kierunku. [zapiski z pamiętnika]

Nad morzem i w górach zarazem

Odsypiamy nocny lot Kraków-Saloniki w namiocie, który stawiamy na klifie. Z jednej strony Olimp, z drugiej Morze Egejskie. Nie cieszymy się jednak pięknymi widokami, bowiem nad nami przewalają się ołowiane chmury. Ledwo rozbijamy namiot, a już Zeus ciska piorunami. Dzięki niemu kałuże w fartuchach przeciwśnieżnych wykorzystujemy do porannej kąpieli. Drogą pomiędzy gajami oliwnymi ruszamy do Litochoro.

W spokojnym miasteczku, którego nazwa oznacza kamienne miejsce, zaliczamy obowiązkowy plac zabaw. Nie spieszymy się. Na targu kupujemy arbuza, nektarynki, pomidory i śliwki – pachną słońcem. Jest pogodnie, choć Mytikas tonie w biało-szarych kołderkach. Z ciekawości kulinarnej odwiedzamy tawernę Mili u wejścia do Olympus National Park. Mikołaj tryska energią i ciągle zagląda do ubikacji. Tam zamiast muszli jest dziura, która ewidentnie go interesuje.

Najedzeni, ruszamy w drogę. Wchodzimy do Wąwozu Enipeas. Dziś go całego nie przejdziemy. Droga nie jest trudna, ale nużąca. Po niespełna godzinie docieramy do punktu, gdzie rozpościera się piękny widok na Litochro. W tle jaśnieje lazur Morza Egejskiego, a za plecami daje się odczuć delikatny oddech syna Kronosa i Rei. Schodzimy ścieżką w dół nad potok, gdzie zażywamy ożywczą kąpiel i wskakujemy w śpiwory.

Enipeas

Enipeas to piękny, malowniczy wąwóz, którym płynie potok o tej samej nazwie. Jest końcową częścią ponad dziesięciokilometrowej doliny Mavrologos. Przez wąwóz biegnie europejski szlak E4. Przejście wąwozem poza doznaniami estetycznymi, funduje także niezły trening psychofizyczny: szlak składa się z licznych podejść i trawersów, po których następują długie zejścia (czyli powrót na podobną wysokość, z jakiej się startowało).

W dolinie spotykamy bardzo sympatycznych ludzi: Chińczyka i Belga, a także rodaka Roberta, z którym razem lecieliśmy samolotem, a potem wspólnie jechaliśmy autobusem do centrum Salonik. Razem z Robertem ruszamy do kaplicy Agios Dionysios, przy której z jaskini wybija źródełko z lodowatą wodą. Dwa kilometry przed Prionią znajduje się stary Monastyr Agios Dionysios, skąd Rober popędzi swoim tempem do Prionii i dalej do schroniska. My za nim z nadzieją odpoczynku przy schronisku.

W Prionii zjadamy dwie zupy z mięsem, przy czym największy udział w pałaszowaniu mięsa ma Mikołaj, który w Grecji ma wilczy apetyt. Po nabraniu wody ze źródła, ruszamy wyżej w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Zmęczeni „wspinaczką” przez wąwóz, uznajemy, że na spokojnie dojdziemy do schroniska dzień później. Po 10 minutach drogi od Prionii znajdujemy w miarę płaskie miejsce pod namiot, ale Beata odkrywa pobliskie mrowisko. Na szczęście udaje się przenieś rozłożony namiot kilkanaście metrów niżej na kamieniste podłoże tuż przy szlaku. Lepsze twarde podłoże niż wszechobecne mrówki. Zmęczeni zasypiamy, ale chyba tylko Mikołaj śpi dobrze.

Mytikas z dzieckiem – niemożliwe

Poranek tradycyjny: jedzenie, pakowanie, składanie namiotu i w drogę. Jeszcze tylko schodzę po zapas wody, bo z wodą na Olimpie jest krucho. Podejście do schroniska A „Spilios Agapitos” (2100 m) zajmuje nam ponad 5 godzin (standardowo jest 2-3 godziny). Ciągle towarzyszy nam pytanie: daleko jeszcze? Co chwilę przystajemy, by Mikołaj mógł rozprostować nogi, a my dajemy odpocząć naszym objuczonym plecom, co wydaje się całkiem normalnym zachowaniem, kiedy się uzmysłowi, że Beata niesie ponad 16 kg, a ja prawie 30 kg, niczym dobrzy Szerpowie.

Po drodze spotykamy Polkę z Niemcem, która wychodzi na Mytikas już trzeci raz i nie ma odwagi wejść, choć jak twierdzi, nieźle się wspina. Jak dowiedziała się, że chcemy wejść tam z dzieckiem, zrobiła olbrzymie oczy i krótko skomentowałą: To jest niemożliwe. Potem na szlaku mijają nas sympatyczni Włosi i Grek, który pracował w Polsce. Od niego Mikołaj dostaje smaczną bułeczkę. Tuż przed schroniskiem spotykamy także parę Polaków, szczęśliwych ze zdobycia szczytu.

15 minut po tym spotkaniu i po opłacie w schronisku rozkładamy namiot obok głównego budynku na piarżystym wypłaszczeniu. Za sprawą naszego szkraba, wszyscy się do nas uśmiechają i chcą zamienić parę słów. Nikt nie zamyka się w schroniskowym pokoju, tylko wszyscy wspólnie spędzają czas na zewnątrz. Po kilku godzinach poznajemy prawie wszystkich mieszkańców schroniska.

Spotykamy też Roberta, który w tym dniu wyszedł na najwyższy szczyt Grecji. Podobnie jak wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzi, że ciężko będzie wyjść z Mikołajem na plecach. Jeden Grek, to nawet chodzi za mną i przekonuje, żebym zostawił żonę z dzieckiem w schronisku, a sam poszedł na szczyt. Jestem bardzo wdzięczny za troskę o życie moich bliskich, jednak uparliśmy się, że dojdziemy do Skali i tam zadecydujemy. Czy idziemy na Mytikas czy na niewiele niższy, dostępny bez trudności wierzchołek Skolio.

Mytikas – wizyta u Zeusa na Olimpie część 2

 

Facebooktwittergoogle_pluslinkedinmailFacebooktwittergoogle_pluslinkedinmail

2 Comments

  1. Kasia

    Dawno mnie u Was nie było… aż tu nagle… Nie dość, że poznaję tę historię z Waszej strony, to jeszcze spotykam u Was Roberta! Dziękuję! Bardzo dziękuję!

    Ps. zaintrygowanym podpowiadam: Robert Durski, „Podróżą przez życie”, rozdział 2.

    Reply
    1. 5kierunek (Post author)

      Podpowiedź jest zbędna. Robert na zawsze pozostanie w naszych sercach. Pozdrawiamy z Armenii.

      Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.