Co jest potrzebne, aby podróżować (z dzieckiem)?

Podróżowanie z dzieckiem

Paweł, mój kolega z pracy, powiedział dziś, że podziwia ludzi, którzy mają odwagę i podróżują, tak jak Olek Dobra, Kamila Kielar, czy też my, czyli rodzinka z dzieckiem w plecaku. Paweł podziwia siłę ducha Olka, ludzi, którzy mimo wielu trudności fizycznych, przeciwności losu, zmagają się z droga. Twierdzi, że on sam nie ma tyle odwagi, aby rzucić świat codziennych przyzwyczajeń, wygód cywilizacyjnych i w miarę stabilnego jutra. Nawet, jeśli jedzie na rowerze przez wybrzeże kilkanaście dni lub pokonuje „ścianę wschodnią”, czy też jest na spływie kajakowym na Mazurach zawsze czuje, że w razie potrzeby, może wrócić do bezpiecznego dla siebie świata.

Nasza rozmowa o podróżach dalekich i bliskich zakończyła się konkluzją, która wydaje się być odpowiedzą na postawione w tytule pytanie. Aby podróżować, trzeba mieć odwagę, by podnieść kotwicę i wypłynąć z portu przyzwyczajeń. Aby podróżować, trzeba zaufać sobie, partnerom, rodzinie i oddać się drodze. Aby podróżować, trzeba znaleźć w sobie chęć do odkrycia innego świata, który poznajemy podczas wypraw.

Czy podróżowanie z dzieckiem jest podróżą „mimo dzieci” czy też „z dziećmi”? Nie wiem. Dla nas czas wspólnych wypadów wspinaczkowych i rowerowych w Dolinki Podkrakowskie, trekkingi w Beskidy czy trochę dalej na Kaukaz, to czas spędzony razem. Często z ciężkim plecakiem, z daleka od rześkiego prysznica, miłej kołderki czy dobrze znanej deski sedesowej. Jest to czas, w którym jesteśmy razem. Razem poznajemy, zatem przeżywamy, po prostu jesteśmy.

Jak mawia Beata: „wszystkie ograniczenia są w naszej głowie”. Aby podróżować, z dzieckiem czy bez, potrzebna jest odważna i otwarta na doświadczenie głowa. Wszystko jest w naszej głowie. Lub też może być w zupełnie innej części ciała.

Konrad

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

6 Comments

  1. Historynka

    Trzeba mieć odwagę i ciekawość świata.

    Reply
    1. zdzieckiemwplecaku (Post author)

      Co, mam nadzieję, wynika z tekstu wpisu. Pozdrawiamy.

      Reply
  2. W podróży przez życie

    Podróżujemy „z dzieckiem” i „mimo dziecka” jednocześnie. „Z dzieckiem” – a w naszym przypadku „z dziećmi”, bo te wyprawy są zupełnie inne niż w czasach przeddzieciowych, planowane tak, aby sprawiały radość dzieciom, pomogły im odkryć coś pięknego w świecie, czego za nic nie znajdą, siedząc wygodnie w domu czy przed komputerem. Z dziećmi – bo nasza interpretacja tego, co widzimy, jest też inna. Kochamy zapomniane miejsca – kiedyś po prostu zamyśliliśmy się nad ruiną zamku, dziś – widzimy tam księżniczki na balu i rycerzy w zbroi…
    „Mimo dziecka/dzieci” – bo podróż z dziećmi wymaga wysiłku, dobrej organizacji i przezwyciężenia zmęczenia (przy dwójce maluchów znacznie większe niż przy jednej córce było, choćby samo niedospanie sprawia, że ciężej nam się wstaje skoro świt), a także – stereotypów panujących wokół nas („z dziećmi to najlepiej 2 tyg. w jednym miejscu spędzić….”, „z dziećmi się nie da… (dowolnie uzupełnić: chodzić po górach wyższych niż Beskidy, łazić po ruinach, przejechać X km w 2 dni etc…).
    Dodam, że oprócz odwagi trzeba mieć też dużo siły – przede wszystkim ducha, lecz także – fizycznej 🙂

    Reply
    1. zdzieckiemwplecaku (Post author)

      W 100% zgadzamy się. W naszym przypadku przygotowanie fizyczne jest niezwykle ważne. Praktycznie odkąd Mikołaj pojawił się na świecie, 10 miesięcy przygotowujemy się do dwumiesięcznej corocznej wyprawy. Bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność, a bycie rodzicem-podróżnikiem to z jednej strony inna perspektywa poznawania świata przez dziecko – poznawania poprzez doświadczanie. Z drugiej noszenie wszystkiego na własnych plecach, niepewność gdzie się będzie spało jutro – to fragment osobowości naszej rodziny, który niesamowicie nas spaja. „Z dzieckiem” czy „mimo” było intencyjne. Prowokowało do dyskusji. Miło jest dyskutować z dojrzałymi rodzicami, podróżującymi z dziećmi.

      Reply
  3. Pingback: “Z dziećmi” czy “mimo dzieci”? | W podróży przez życie

  4. Kinga

    „wszystkie ograniczenia są w naszej głowie” I kocham ten moment gdy ograniczenia upadły a my z plecakiem, namiotem i DZIEĆMI po raz pierwszy zostaliśmy zaproszeni do gospodarza na nocleg… Poczułam, że wracam do mojego rytmu życia i że daję maluchom coś więcej niż piaskownica i przedszkole 😉

    Reply

Dodaj komentarz